
Co piątek wykopywał go, zanurzał ręce w złocie oraz w klejnotach i w świetle latarni wpatrywał się godzinami w swój skarb. Pewnego razu podejrzał go złodziej. Następnej nocy obrabował jego kryjówkę, po czym znikł wraz ze złotem i kosztownościami.
Kiedy skąpiec w następny piątek chciał wykopać swój skarb, zastał tylko pusty dół. W głos ubolewał nad swoją stratą, przeklinał złodzieja, pomstował i krzyczał, tak że zbiegli się sąsiedzi, by zobaczyć, co też się stało. Dowiedziawszy się o skrywanym bogactwie skąpca, jeden z nich spytał go:
– Czy nic ze swojego skarbu nie zużyłeś dla siebie?
– Nigdy w świecie bym się nie rozstał nawet z jednym z moich dukacików i na nic innego bym ich nie zamienił. Przychodziłem tu potajemnie w każdy piątek, by tylko sobie popatrzeć na nie w spokoju.
Wówczas sąsiad powiedział:
– Jeśli do tej pory nie korzystałeś ze swojego skarbu, równie dobrze możesz dalej przychodzić tu co tydzień i patrzeć na pustą dziurę.
Norbert Lechleitner